Forum Portalu www.endometrioza.aid.pl

Forum chorych na endometriozę, porady, grupy wsparcia, spotkania kobiet chorych na endometriozę - wszystko o: endometrioza, laparoskopia, torbiel czekoladowa, zrosty, ca-125, płodność.
Teraz jest wtorek, 13 listopada 2018, 01:18

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1439 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 144  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Historia Sylwuli
PostNapisane: sobota, 14 stycznia 2012, 11:20 
Offline

Dołączył(a): piątek, 13 stycznia 2012, 21:30
Posty: 3970
Jeszcze raz witam serdecznie!

Historia mojej endometriozy nie jest długa, ale ponieważ nie należę do osób umiejących się zwięźle wypowiadać, można się spodziewać raczej pokaźnej lektury.
Mam 27 lat i mieszkam w Warszawie. Można powiedzieć, że pochodzę z rodziny dość obficie obciążonej genetycznie, i wychowałam się w atmosferze ciągłego „dbania o zdrowie”, narzekania na zdrowie i częstych kontaktów z służbą zdrowia. Sama do tej pory jestem regularnym bywalcem wszelkich placówek medycznych, choć do nie dawna ginekolog był najrzadziej odwiedzanym przeze mnie specjalistą.
Miesiączki od zawsze mam bolesne, ale od kiedy w wieku jeszcze szczenięcym wmówiono mi, że to normalne i prawdopodobnie ureguluje się po pierwszym porodzie, nie przejmowałam się tym za nadto. Miałam może ze 3-5 epizodów dużo silniejszych dolegliwości, gdzie prawie mdlałam. Raz było to połączone z objawami podobnymi do zatrucia (biegunka i mdłości). Wciąż jednak mnie to nie alarmowało.
W wieku 17 lat (2001) miałam pierwszą zdiagnozowaną torbiel (albo pęknięty nie tam gdzie trzeba pęcherzyk?). Bolało tam gdzie wyrostek, toteż po konsultacji ginekologicznej z USG jamy brzusznej, która niczego nie stwierdziła, rozcięli mnie w celu pozbawienia wyrostka. Niewinny wyrostek wycięto, przy okazji znaleziono prawdziwą przyczynę bólu, a że była kawałek dalej, to teraz mam dość paskudną i długa bliznę. Od tego czasu na chwilę zaczęłam chadzać do ginekologa.
Na studiach, przez jakieś 3 lata stosowałam antykoncepcje hormonalną. Przez ten czas przynajmniej regularnie odwiedzałam ginekologa i od czasu do czasu nawet byłam badana. Wszystkie badania, cytologie, USG były w najlepszym porządku. Od czasu do czasu miałam takie kłucia jakby jajnika – tak je interpretowałam bo przypominały ten ból, który zawiódł mnie wcześniej na stół operacyjny. Były jednak znacznie słabsze i krótkotrwałe, wiec je ignorowałam.
Pod koniec studiów odstawiłam hormony, bo miałam wrażenie, że znacznie mi z nimi gorzej jeśli chodzi o nastrój. Obniżały też komfort stosunków, więc uznałam, że nie ma sensu. Kontynuując temat sexu – tu też chyba zawsze miałam takie pozycje, przy których bolało. Uznałam jednak, że tak już mam i po prostu ich unikałam.
Po odstawieniu plastrów odstawiłam też ginekologa. Cykle od czasu odstawienia hormonów mam regularne, bolesność miesiączek też chyba trochę zmalała w porównaniu z latami szczenięcymi. Długo nic mnie nie niepokoiło. Dopiero 2 lata temu zaczęłam na nowo zwracać uwagę na kłucia w okolicy jajników. Poszłam do nowego lekarza z zamiarem wyjaśnienia sprawy, ale USG nie wykazało nic niepokojącego. Jedyne co to podobno było tam trochę za dużo powiększonych pęcherzyków, co mogło sugerować PCO, jednak ponieważ nie wyraziłam chęci starania się o dziecko w najbliższym czasie dowiedziałam się, że póki co nie ma czego leczyć. Wróciłam potem po miesiącu, bo spóźniała mi się miesiączka (bez ciąży), ale badania hormonalne w kolejnym (już normalnym) cyklu były w normie. Toteż pana doktora porzuciłam i znów zapomniałam na jakiś czas o wizytach u Gin.
W lipcu 2011 zdarzył mi się ogromny ból-kłucie podbrzusza. Było to po części związane ze stresująca sytuacją w pracy. Pobiegłam wtedy do dyżurującego internisty, dostałam nospę i keton al do żyły i przeszło jak ręką odjął. Odesłano mnie do domu z zaleceniami jak przy zatruciu, gdyby ból powrócił miałam jednak udać się też na konsultację ginekologiczną. Nie powrócił aż do października.
W październiku ból powrócił podczas miesiączki. Już przed mnie skręcało (co jest nietypowe dla mnie, żeby aż tak bardzo), a jakoś 4 dnia zaczęło się znajome kłucie, zupełnie co innego niż tradycyjne bóle menstruacyjne. Znów „pobiegłam” na dyżur, tylko tym razem po podaniu leków od razu odwieźli mnie na konsultację na najbliższą ginekologiczną izbę przyjęć. Miałam wtedy ogromne szczęście. Po pierwsze dlatego, że mogłam z marszu, bez czekania iść do internisty (to dzięki ubezpieczeniu mojego partnera, które pozwala mi na korzystanie z różnych prywatnych placówek) i w dodatku trafiłam na doktor, która nie zignorowała sytuacji i nie poprzestała na leczeniu objawowym. Po drugie trafiłam na dobrych ginekologów w szpitalu. Już na USG rozpoznali skręconą torbiel endometrialną (5 cm śr, była jakoś schowana, więc ciężko było ją zobaczyć i wyczuć w normalnym badaniu) i zaraz następnego dnia miałam laparoskopię. Dzięki temu nie zdążyłam się za dużo naczytać i przestraszyć nową sytuacją. W prawdzie lekarze na obchodach nic mi prawie nie mówili, ale drugiego dnia po operacji odwiedziła mnie doktor, która mnie operowała i wyjaśniła, że w prawdzie nic poza torbielą mi nie wycięła, ale muszę jak najszybciej zacząć się leczyć na endo jeśli nie chcę do nich niedługo wrócić.
Wiadomość znacznie mnie wtedy osłabiła i podłamała. Nie z powodu samej choroby, bo przecież i tak wcześniej nie zauważałam jej objawów, tylko z powodu możliwych jej następstw, głównie zagrożenia bezpłodnością. Decyzję o ciąży odkładałam do niedawna na dogodniejsze czasy. Obecnie jestem na doktoracie, więc byłam skupiona na dokończeniu go, tak żeby potem wyjechać gdzieś dalej i robić karierę naukową. Diagnoza endo wywołała rewolucję w moim życiu, ważność różnych moich celów życiowych znacznie się zmieniła. Dodatkowo utwierdziła mnie w tej zmianie moja nowa ginekolog. Poszłam do niej z zamiarem leczenia się, a ona stwierdziła że zamiast odkładać ciąże na powiedzmy za pół roku po leczeniu, korzystniej jest próbować od razu (bo po leczeniu trzeba by czekać 3 miesiące bez leków).
Staram się zatem już trzeci miesiąc. Zaczęłam od razu, mimo, że po zabiegu była dość osłabiona. Takie dostałam zalecenia. W drugim cyklu starań miałam kolejną torbiel wielkości pięści, jednak tylko czynnościową – wchłonęła się po @ i luteinie (potwierdzone USG w 15 dc obecnego). Teraz czekam na miesiączkę, a raczej jej brak. Chociaż nadzieja nie jest za duża, bo wczoraj nie wytrzymałam i zrobiłam test (najczulszy jaki mi się udało kupić). Do tego jakaś się zrobiłam chorowita, najpierw chorowałam 2 tygodnie od świąt, wyleczyłam a od czwartku znów mnie bierze, więc marnie to widzę.
Do tego wczoraj odebrałam opis operacji, na prośbę mojej Gin – gdyż karta wypisowa była enigmatyczna, a na wyniku histo ani słowa nie było o endo. Trochę się znów na chwile podłamałam, bo się okazało, że moja macica jest zrośnięta z jajnikiem i jelitem, zamknięta zat Douglasa (co to oznacza?), lewy Janik (ten z wyciętą torbielą) jest w zrostach z jelitem i macicą, jajowód też w zrostach. Na szczęście prawa strona bez zmian, ale to tam mi się miesiąc temu wyprodukowała torbiel czynnościowa. Na wypisie widniały tylko „liczne zrosty” i moja Gin powiedziała, że pewnie przy okazji je pousuwano. W opisie operacji nic na ten temat nie ma, myślicie, że mogli to wszystko oczyścić bez odnotowania? Z lekarką, która wykonała zabieg mogę się zobaczyć najwcześniej w lutym, ale nie wiem czy jest po co, czy watro się dalej dopytywać. Pewnie i tak za dużo czasu minęło żeby cokolwiek pamiętała…
Zastanawiam się też kiedy się spotkać z moja Gin. Jeśli ze starań nic nie wyjdzie kazała mi przyjść po następnym cyklu. Jednak mniej więcej od tygodnia znów miewam rozmaite bóle i kłucia jakby Janików (zwłaszcza lewego). Ostatnio strasznie mnie też boli podbrzusze zaraz przed wypróżnieniem. Poprzednio (kiedy miałam te torbiel) myślałam sobie, że to w końcu normalne w endo, że boli. A teraz się czasami zastanawiam czy mi tam znów co nie wyrosło. Z jednej strony wolałabym być pewna że wszystko ok., bo zależy mi na zajściu w ciążę, z drugiej strony nie chcę z byle czym za każdym razem do niej latać, więc może poczekać już ten miesiąc…
Niewiarygodne, że wyszło mi tego aż tyle. Zapewne większość z tego nie jest istotna w takim razie, jednak nie mogę się zdecydować gdzie ciąć. Reasumując – diagnoza endo dużo zmieniła w moim życiu, jednak nie wszystkie te zmiany były złe. Obecnie bardzo się staram być dobrej myśli!

_________________
Pozdrawiam,

Sylwia

Baranek Żwawy/Kózka/Mewka :)
Obrazek

WĄTEK CIĄŻOWY
MOJA HISTORIA
dawno temu - laparotomia (ciałko żółte krwotoczne pomylone z wyrostkiem) 10.2011 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty, endo II stopnia); od 11.2011 - staramy się! 03-09.2012 - visanne (kolejna torbiel); 01.2013 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty..., endo IV stopnia..., ale jajowody obustronnie drożne!); 29.05.2013 - II kreseczki :D! 28.01.2014 - Eryk jest już z nami :D!!!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: sobota, 14 stycznia 2012, 11:44 
Offline

Dołączył(a): wtorek, 17 marca 2009, 13:38
Posty: 8120
Lokalizacja: Warszawa
Witaj Sylwula :)
Monitorujecie cykl z ginką?pęcherzyki pękają?
wiesz,czy masz drożne jajowody?
nasienie zbadane? :)
Wiesz,to taka podstawa przy staraniach ;)

_________________
25.01.08 laparotomia,endo w otrzewnej
02.06.09 laparo:usunięte l.przydatki,część j.pr,guzek endometrialny otrzewnej pr.dołu biodrowego,masa zrostów,endo rozsiana w otrzewnej,hyalobarrier
24.02.11 laparotomia,amputacja trzonu macicy-adenomioza,torbiel j.pr
18.06.12 laparo-masa zrostów,usunięcie szyjki,pr przydatków,zostaje guzek endoCOSEAL...koniec?...
nie...endovan ...końca brak...visanne :(...sił już brak...:(
moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: sobota, 14 stycznia 2012, 12:07 
Offline

Dołączył(a): piątek, 13 stycznia 2012, 21:30
Posty: 3970
Hej :)

No właśnie nic z tych rzeczy :( Mam wrażenie, że dostałam te 3 miesiące na starania bez dodatkowej diagnostyki, może dlatego, że to w ogóle moje pierwsze w życiu starania i ginka uznała chyba, że nawet przy zdiagnozowanej endo wcale nie muszą wystąpić problemy.
Umowa była taka, że jeśli po 3 miesiącach nic nie wyjdzie to przychodzę na wizytę.

Nawet jak się spytałam czy warto stosować testy owulacyjne to stwierdziła, że nie. Mamy po prostu współżyć co drugi dzień. Aczkolwiek postanowiłam, że jeśli teraz dostanę @, to następny cykl będę testować owu.

Co do pęcherzyków to właśnie nie wiem. Ta ostatnia torbiel czynnościowa była podobno właśnie takim nie pękniętym pęcherzykiem. Miałam kontrolne USG w 15 dc i oba jajniki były czyściutkie, natomiast nie wiem kiedy by się taki nowy niepęknięty pęcherzyk mógł ujawnić.

Natomiast mój partner jest w teorii okazem zdrowia bez żadnych historii medycznych w rodzinie. W prawdzie jego styl życia trochę pozostawia do życzenia, ale i nad tym ostatnio pracujemy.

Co do drożności - nie była sprawdzana (nic o tym nigdzie w dokumentacji nie mam). Czy można to sprawdzić w jakimś w miarę bezinwazyjnym badaniu?

Bardzo dziękuję za sugestie przy następnej wizycie u ginki na pewno będę o nich pamiętać.

_________________
Pozdrawiam,

Sylwia

Baranek Żwawy/Kózka/Mewka :)
Obrazek

WĄTEK CIĄŻOWY
MOJA HISTORIA
dawno temu - laparotomia (ciałko żółte krwotoczne pomylone z wyrostkiem) 10.2011 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty, endo II stopnia); od 11.2011 - staramy się! 03-09.2012 - visanne (kolejna torbiel); 01.2013 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty..., endo IV stopnia..., ale jajowody obustronnie drożne!); 29.05.2013 - II kreseczki :D! 28.01.2014 - Eryk jest już z nami :D!!!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: sobota, 14 stycznia 2012, 12:22 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 11 stycznia 2012, 17:03
Posty: 1221
Drożność można sprawdzić w badaniu hsg - kontrast podaje się przez cewnik wprowadzony szyjką do macicy i robi prześwietlenie.
Nic miłego ponoć, ale nie wymaga leżenia w szpitalu :)

Ja jestem na początku drogi, jeszcze przed laparo, z torbielą, bez objawów, i starsza od Ciebie parę lat, więc...uszy do góry, bo ja zamierzam opanować sytuację i mieć młode, więc Ty tym bardziej ;)
pozdrawiam !

_________________
moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: niedziela, 15 stycznia 2012, 09:36 
Offline

Dołączył(a): wtorek, 17 marca 2009, 13:38
Posty: 8120
Lokalizacja: Warszawa
Zapraszam na fora regionalne ;)

_________________
25.01.08 laparotomia,endo w otrzewnej
02.06.09 laparo:usunięte l.przydatki,część j.pr,guzek endometrialny otrzewnej pr.dołu biodrowego,masa zrostów,endo rozsiana w otrzewnej,hyalobarrier
24.02.11 laparotomia,amputacja trzonu macicy-adenomioza,torbiel j.pr
18.06.12 laparo-masa zrostów,usunięcie szyjki,pr przydatków,zostaje guzek endoCOSEAL...koniec?...
nie...endovan ...końca brak...visanne :(...sił już brak...:(
moja historia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: niedziela, 15 stycznia 2012, 11:27 
Offline

Dołączył(a): piątek, 13 stycznia 2012, 21:30
Posty: 3970
Hej,

Dzięki za wsparcie :). Regionalne już odwiedzam :).

Pozdrawiam!

_________________
Pozdrawiam,

Sylwia

Baranek Żwawy/Kózka/Mewka :)
Obrazek

WĄTEK CIĄŻOWY
MOJA HISTORIA
dawno temu - laparotomia (ciałko żółte krwotoczne pomylone z wyrostkiem) 10.2011 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty, endo II stopnia); od 11.2011 - staramy się! 03-09.2012 - visanne (kolejna torbiel); 01.2013 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty..., endo IV stopnia..., ale jajowody obustronnie drożne!); 29.05.2013 - II kreseczki :D! 28.01.2014 - Eryk jest już z nami :D!!!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: środa, 8 lutego 2012, 10:00 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 10 września 2009, 09:31
Posty: 407
Lokalizacja: Łódź
Witaj
Rzeczywiście takie zdarzenie może dać wiele do myślenia i przyśpieszyć nasze życiowe decyzje, ze mną było podobnie, choć na skutki musielismy trochę poczekać
Jedno jest pewne w takiej sytuacji nie ma co odkładać na lepsze czasy tylko ułożyć plan działania wspólnie z lekarzem, zacząć od najprostszych sposobów i oby one były skuteczne ode mnie trochę wirusków ciążowych

********************************************************************************************************************************************************************************************
Powodzenia a jeżeli masz jakieś wątpliwości i choćby najprostrze pytania na pewno znajdziesz tutaj na nie odpowiedź,

Lidus

_________________

2007-10 laparotomia, 2 laparoskopie
monitoring bez skutku
IV 2011 INV bez transferu
sierpień 2011 transfer ze skutkiem kruszynki.
12 V 2012 urodziła się córeczka

moja historia
historia z kruszynką
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: czwartek, 9 lutego 2012, 21:44 
Offline

Dołączył(a): piątek, 13 stycznia 2012, 21:30
Posty: 3970
Witam :)

Dziękuję za wiruski. Na pewno się przydadzą. A Tobie gratuluję i tez trzymam kciuki za Was. Byłam właśnie na USG i nadal czekam aż ten pęcherzyk pęknie... Póki co tylko monitorujemy i się staramy :)

_________________
Pozdrawiam,

Sylwia

Baranek Żwawy/Kózka/Mewka :)
Obrazek

WĄTEK CIĄŻOWY
MOJA HISTORIA
dawno temu - laparotomia (ciałko żółte krwotoczne pomylone z wyrostkiem) 10.2011 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty, endo II stopnia); od 11.2011 - staramy się! 03-09.2012 - visanne (kolejna torbiel); 01.2013 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty..., endo IV stopnia..., ale jajowody obustronnie drożne!); 29.05.2013 - II kreseczki :D! 28.01.2014 - Eryk jest już z nami :D!!!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: czwartek, 9 lutego 2012, 22:01 
Offline

Dołączył(a): niedziela, 5 lutego 2012, 11:08
Posty: 580
Witaj Sylwula :*
W opisie operacji masz napisane, 'jajowód w zrostach' - ten niestety może być niedrożny :( Ale jest jeszcze drugi, więc nie ma się czym martwić ;) Szkoda, ze podczas laparo nie zrobili Ci sprawdzenia drożności jajowodów.
HSG - potwierdzam nieprzyjemne :/ i u mnie dało tzw fałszywie dodatni wynik. O ile się nie mylę, badanie to 'oszukuje' w ok 20% badanych....

Choroba potrafi jak nic innego przewartościować całe życie. Dobrze, ze podjęłaś decyzję by nie odkładać macierzyństwa na później. Ta choroba z wiekiem może powodować obniżenie płodności, szczególnie jeśli atakuje jajniki.

Mocno trzymam kciuki za powodzenie staranek. :*

_________________
MOJA HISTORIA

2008 laparoskopia diagnostyczna, niedrożne jajowody, endometriozaIII,
2011 ICSI ;(
I-XI 2012 Visanne

Nie jestem doskonała, ale doskonale sobie z tym radzę :P


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Sylwuli
PostNapisane: czwartek, 9 lutego 2012, 22:19 
Offline

Dołączył(a): piątek, 13 stycznia 2012, 21:30
Posty: 3970
Dzięki :) Tak sobie dziś wlasnie na przystanku myślałam co z tymi jajowodami, bo nawet jesli by pęcherzyki pękały prawidłowo to z niedrożnymi jajowodami nic nie da. Na szczescie w tym miesiącu pęcherzyk urósł na prawym jajniku, więc jest szansa :)

_________________
Pozdrawiam,

Sylwia

Baranek Żwawy/Kózka/Mewka :)
Obrazek

WĄTEK CIĄŻOWY
MOJA HISTORIA
dawno temu - laparotomia (ciałko żółte krwotoczne pomylone z wyrostkiem) 10.2011 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty, endo II stopnia); od 11.2011 - staramy się! 03-09.2012 - visanne (kolejna torbiel); 01.2013 - laparoskopia (torbiel jajnika lewego, zrosty..., endo IV stopnia..., ale jajowody obustronnie drożne!); 29.05.2013 - II kreseczki :D! 28.01.2014 - Eryk jest już z nami :D!!!


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1439 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 144  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bing [Bot], Majestic-12 [Bot] i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL