Wpisany przez basia    Czwartek, 26 Listopad 2009 13:22    PDF Drukuj Email
Jasna strona endometriozy - historia Eluni

Jasna strona endometriozy - historia Eluni 

Czasem nie mamy świadomości, co jest dla nas w życiu najważniejsze (w jakim kierunku podążamy) póki...właśnie póki coś się w naszym życiu nie wydarzy, coś co spowoduje, że "staniemy obok", spojrzymy na siebie, bliskich, otaczającą rzeczywistość z innej niż dotychczas perspektywy.
Nie mogę oczywiście generalizować, myśleć, że inni też tak się zachowują, ...ale moje życie nie podążało w dobrym kierunku.

Choroba zawsze zmienia nasze życie-to fakt, jednak paradoksalnie w moje życie endometrioza wniosła pozytywne zmiany.

Jako małżeństwo z 6-letnim stażem staliśmy na rozdrożu...każde zaczynało żyć własnym życiem, zaczęliśmy oddalać się od siebie. 

Tak pochłonięta byłam codziennym życiem, że ignorowałam coraz częstsze i boleśniejsze bóle w dole brzucha - tłumaczyłam sobie to nadmiernym stresem, brałam przeciwbólowe i jakoś dawałam radę, przecież ja nie mam czasu "na chorowanie". W końcu co może być nie tak - jestem młoda, silna... cytologia dobra, pani ginekolog "na oko" mówi, że wszystko w porządku

- w sumie jedno dziecko już mam, nie ważne, że drugą ciążę, która rozwijała się pięknie poroniłam (odpowiedź lekarza: "zdarza się...") Co raz więcej było tych odpowiedzi lekarzy: "nie wiem, ale tak się czasem dzieje...".

I doszłam do takiego momentu, że powiedziałam: „stop-mam już dość bólu i głupich odpowiedzi...”.

Wzięłam w pracy wolne, by w końcu zająć się sobą. Poszłam prywatnie do ginekologa (który ma w miarę dobrą opinię i sprzęt) na USG i otrzymałam od razu skierowanie do szpitala: "podejrzenie torbieli endometrialnej 7cm, na lewym jajniku". W szpitalu powiatowym spędziłam 5 dni tylko po to by na koniec dowiedzieć się, że ze względu na marker CA 125, który wynosił 879 U/ml i podejrzenie choroby nowotworowej mam się zgłosić do CZMP w Łodzi. W CZ Matki Polki powtórka badań-na USG okazało się, że jest jeszcze 2 cm torbiel na prawym jajniku...i decyzja laparotomia. W trakcie operacji (miałam znieczulenie z.o.więc słyszałam) - lekarz powiedział, że to twór NIEZŁOŚLIWY...myślałam później, że mi się to śniło. Po operacji czułam się dobrze, nie wymiotowałam, następnego dnia rano zaczęłam chodzić. Na 3 dzień rano zostałam wypisana - wychodziłam ze szpitala naprawdę szczęśliwa, mimo iż miałam świadomość, że to początek leczenia i z wiedzą co mam w środku. 

Rzeczywiście dopiero, jak lekarz zrobił cięcie, endometrioza pokazała się w całej okazałości, w efekcie wycięto mi lewy jajnik z guzem 7 cm, na prawym jajniku wycięto tego 2 cm i skoagulowano liczne drobne guzki, oprócz tego stwierdzono rozsiane guzki na jelicie cienkim (endometrioza 3 stopnia).

Rozpoczęłam 6-miesięczną kurację zoladexem, by uśpić ogniska endometriozy, które we mnie pozostały. Lekarz twierdzi, że oczywiście mogę mieć kolejne dziecko (w końcu został mi jeszcze jeden jajnik), ale ja póki co, cieszę się z tego, co mam, i że mój synek ma już pięć lat .
Tak naprawdę dopiero mój pobyt w szpitalu (w sumie 2 tygodnie) dał okazję do tego, by mój mąż "wykazał się"- pokazał, że zależy mu jednak na mnie, na dziecku. Był przy mnie praktycznie cały czas (specjalnie załatwił sobie urlop, co u niego w pracy nie jest takie proste) - chodził za lekarzami i męczył ich pytaniami (więcej miał pytań niż ja)...na koniec wszędzie lekarz zapraszał mnie już z mężem (by mu drugi raz nie tłumaczyć tego samego ). Faktycznie dawało mi to poczucie bezpieczeństwa i pokazało, że mogę jednak ufać mojemu mężowi, ponieważ jemu też zależy, by wszystko było jak najlepiej.
Pomyślicie, że jestem nienormalna, ale ja nie potrafię być nieszczęśliwa z tego powodu, że mam endometriozę...
To właśnie endometrioza sprawiła, że zatrzymałam się, przewartościowałam swoje życie. Wyobraźcie sobie mając 4-letnie dziecko, wracałam z pracy po 21:00, bo taka praca...i synek widział mnie w weekendy przy praniu i sprzątaniu. 
Endo to był sygnał, by coś zmienić w swoim życiu... , że jednak mój organizm się buntuje, że ma po prostu dość...
Więc skoro mam fajnego męża, dziecko, własny domek, teściową 70 km od siebie - to czego mogę chcieć więcej...nie pozostało mi nic innego, jak cieszyć się z tego, co mam...i cieszę się.
I mimo, że mam endometriozę - no mam...to jednak mam ciekawsze zajęcia niż myślenie o niej, ona jest częścią mnie - no jest...ale ma tylko dostęp do mojego ciała - zawsze będzie to tylko choroba ciała i nie pozwolę, by było inaczej.
A tak jak już na swoim wątku wspomniałam: 

nie ma takiej fizycznej choroby, takiego fizycznego cierpienia, które pozbawiło by nas świadomości...a póki mamy świadomość to możemy działać...dlatego cieszmy się, że mamy endometriozę, bo choroba ta nie pozbawia nas świadomości, możliwości działania - możemy nadal być sobą, cieszyć się życiem i to od nas zależy, czy chcemy być szczęśliwi...

 

Zmieniony ( Wtorek, 01 Grudzień 2009 12:02 )